poniedziałek, 12 maja 2014

 

 

Wpada do nas zawsze naładowana pozytywnie. W ten weekend również. Doskonale wiemy co lubi, jaki ma styl. Jest ładna, przebojowa i miła. I straszna z niej gaduła. Czuje że wyprzedza mnie o parę kroków rozmowie.

Nie nadążam za nią po nieprzespanej nocy. Jest fajną klientą, bo ma figurę idealną, kobiecą bez wystających kości ani oponków. Lubi eksperymentować. Czasami czekamy na nią, żeby wypróbować stylizacje, które urodziły nam się w głowach.

Cenimy jej szczerość, jak coś jest zbyt drogie, po prostu o tym mówi. Wiadomo o co chodzi.

Przychodzi do nas zazwyczaj po to żeby poprawić sobie nastrój.Nie sądzę, żeby komukolwiek były potrzebne ciuchy w takiej ilości.

Ale poprawiając sobie nastrój poprawia też i nam. Nie ma w niej wyniosłości czy egocentyzmu. Jest klientem idealnym, wzorcowym i ulubionym.

 

 

 

niedziela, 16 marca 2014

Upragniony relaks znacznie się różni od tego który posiadałam przed dzieckiem. Teraz relaks to kompromis trzy -osobowy, z przewagą na zachcianki dziecka.

Uczony od urodzenia manipulacji doskonale wie, że nie jest w stanie na mnie wymusić wcześniejszego wstawanie z byle jakiego powodu. Ale argument typu - jestem głodny - zawsze wzbudzi u mnie wyrzuty matczyne. Wprawdzie posuwam się do praktyk wtykania mu czekolady przed śniadaniem byle by tylko przedłużyć chwilę porannego lenistwa, ale i to działa tylko na jakieś pół godziny.

W ten weekend nie zamierzałam jednakże skupiać się tylko na młodym. Korzystając ze strefy SPA udałam się na japoński masaż twarzy KOBIDO. Skłonił mnie opis, iż efekt liftingu widać już po pierwszym zabiegu.

Zdecydowanie tak było, minusem tego mocnego jak się okazało masażu był siniak. Osoby, które mają tendencje do wylewów podskórnych nie powinny go stosować.

Jestem przekonana że po całej serii zabiegów twarz jest mocno zliftingowana. Ja po jednym zauważyłam mniejsza ilość zmarszczek wokół oczu i trochę spłycone bruzdy nosowe.

Nie wiem na jak długo efekt się utrzyma, ale mam zamiar znaleźć taki masaż w swojej okolicy, żeby trochę podtrzymać  efekt. Cena 100 zł za jeden zabieg ok. 30 minut też przystępna jak na taki efekt.

Pogoda w weekend zrobiła się tak okropna że nie można było wystawić nosa z Hotelu, ale na szczęście strefa rekreacyjna i SPA całkowicie nam to zrekompensowała.

Do Belwederu śmiało można jechać z dzieciakami. Koło recepcji wypatrzyłam X-bocks, co pozwoliło nam sączyć grzane piwko a młodemu wyładować trochę energii, skoro nie mógł wyjść na dwór.

Obsługa bardzo miła, jedzonko pyszne, wszędzie czysto i schludnie.

Prawdziwy wypoczynek w pięknym miejscu, polecam wszystkim.

 

 

 

 

 

 

czwartek, 06 lutego 2014

To niewiarygodne. Kiedy jestem w pracy zazwyczaj czas mi sie wlecze niemiłosiernie długo.

Na chyba że dostaje jakieś konkretne zadanie do wykonania, bo ja zadaniowa jestem.

Zadanie to wyzwanie, dopóki nie skończę nie zaprzestanę.

Najczęściej jednak pracuje z klientami. Jak zdarzy się jakiś konkretny, to też jak wyzwanie, można działać zadaniowo.

Najgorsze są mimozy, dziwadła, niezdecydowani i eksperci. A takie zazwyczaj przychodzą kiedy nie ma ruchu. Może i przychodzą kiedy jest duży ruch, no ale sorry wtedy ich nie zauważam.

 

Otóż mimoza to taki klient który wchodzi i niczego od niego nie można się dowiedzieć, ani czy poszukuje czegoś konkretnego, ani czy przyszedł nacieszyć oczy.

Mimoza zazwyczaj mówi tak cicho, że nie mogę jej dosłyszeć, i tak wolno jakby miała zaraz umrzeć. Mimoza ogląda i dotyka wszystkiego niezależnie czy to dla siebie czy dla płci przeciwnej.

Mimoza zawsze ma poważny wyraz twarzy i minę eksperta. Zazwyczaj nic nie kupuje   albo jakąś pierdołkę, którą po obejrzeniu CAŁEGO asortymentu przymierza ok. 40 minut. Stoi przed lustrem bez ruchu czasem z 5 minut. Ostatnio liczyłam ten czas. W głowie mimozy pojawiają się pewno myśli do czego jej to będzie pasować. A że myśli wolno, to zazwyczaj tyle to trwa.

Wtedy czas płynie najwolniej, mam wrażenie jakby się cofał.

Do mimozy lepiej nic nie mówić, żeby nie musiała zacząć dodatkowo myśleć nad sensem Twoich słów. Bo jak już przemyśli co powiedziałeś człowieku, to może wdać się w dyskusję.

I tu możesz po prostu nie dosłyszeć jej argumentów, a konieczność panowania nad swoimi nerwami tak cię wykończy, że już do końca dnia nie będziesz miał na nic energii. A wtedy to dopiero czas wolni leci.

Masz wtedy dużo czasu na myślenie. Ja zastanawiam się jak mimoza radzi sobie w domu np.z ugotowaniem obiadu. O której musi zacząć żeby skończyć w porze obiadowej. A ciekawe ile obiera np. ziemniaka. Albo jak wygląda seks mimozy. Hehe .... pozostawiam to Waszej wyobraźni. Bo ja na samą myśl wybucham śmiechem.

Albo ile czasu zajęła  by mi z mimozą gra w scrable?

A jaki jest współmałżonek takiej mimozy, czy ma jej dość? A dzieci mimozy czy też są mimozowate? I co mimoza robi w życiu zawodowym, może jest policjantem?    

Kiedyś trafiłam do takiej mimozy rehabilitantki. Dałam jej wyniki do przeczytania i musiała to przeczytać 3 razy. A i tak mam wątpliwości czy to zrozumiała.

I jak siedziała i czytała to bałam się że zaraz zemdleje i ja będę musiała ją ratować. No nie mogłam już uciec z gabinetu, więc pomyślałam sobie że co ma być to będzie. 

Dziwacy, eksperci i niezdecydowani męczą miej, oni po prostu zadziwiają. Ale o nich napisze w kolejnym poście bo mam kilka przemyśleń co do nich. 

A co do czasu to on  najszybciej mi płynie jak jestem w domu. Wstaje rano o 7.00 za chwilę patrzę na zegarek a tam już 10.00. 

Siadam do kompa, ledwo go odpalę a tam już 12.00.

Za chwilę już 14.00-trzeba po młodego do przedszkola iść, i wtedy czas dopiero zaczyna lecieć jak w prędkością światła. 

Już zaraz jest 19.00 i koniec, znowu zero czasu dla siebie. Wtedy marzę żeby zatrzymać czas na tej 19.00 żebym zdąrzyła sobie maseczkę na twarz położyć i włosy zakręcić. I robi się już 20.00.   

 

 

 

 

piątek, 31 stycznia 2014

Co może nam umilić dzień w pracy? Niewinny flirt. Taki spontaniczny i zupełnie nieplanowany

Nie zauważyłam jego wyglądu kiedy wszedł do butiku, bo byłam zajęta innymi klientami. 

Grzecznie poczekał a potem poprosiło o spodnie do przymierzenia.

Z Panami jest tak, że nigdy nie znają swojego rozmiaru. Zawsze muszę ocenić go "na oko". Zazwyczaj spojrzę i już wiem. Ale w tym przypadku było trudniej bo facet był bardzo wysoki i wysportowany, choć tyłeczek miał mały. Kiedy go tak "lustrowałam", z dołu do góry. Na samej górze czekały na mnie błyszczące oczy super przystojnego bruneta z lekkim zarostem i zawadiackim uśmiechem.

Dałam mu te spodnie choć oboje wiedzieliśmy, że będą na niego za krótkie:-) Chciałam mu sprowadzić większe, ale nie był stąd. Padły wszystkie "proszę", "dziękuje","bardzo mi przykro", "może następnym razem" "nie ma za co", "do widzenia". Jego powłóczyste spojrzenia, moje urywane. Wszystko tak jak przystało na flirt.

Chwilę potem przechodził obok nas, rzucił znowu ten uśmiech, to spojrzenie i przemiły ukłon, kiedy nasze oczy się spotkały.

Co wynika z takiego flirtu ? Tylko jedno - poprawa nastroju dla obojga stron .

I aż tyle w ten zimowy, pochmurny dzień.

środa, 29 stycznia 2014

Zawsze spotykamy w swoim życiu ludzi, którzy działają nam na nerwy. Albo chcą wyładować swoje frustracje na nas, tylko dlatego, że akurat byliśmy pod ręką. Wszystkie osoby pracujące w branży usługowej i handlowej, mający bezpośredni kontakt z ludźmi muszą sobie z tego typu sytuacjami radzić.

Kiedy już jakoś się na te sytuacje uodpornisz, możesz się nimi pobawić.

Dopóki mnie ktoś nie obrazi, zachowania aroganckie u klienta zawsze skłaniają mnie do refleksji nad ich przyczynami. Na spokojnie wyobrażam sobie że właśnie osikał go pies na dworze, albo przyłapał na zdradzie współmałżonka, może  mu się nie udało poderwać jakiejś babki lub faceta, może go nikt nie słucha, albo czarny kot przeleciał mu przez drogę. Może mu się spalił dom. Im bardziej absurdalne wyobrażenie pojawi mi się w głowie, tym bardziej jestem opanowana i w zasadzie zrelaksowana.

Czasem im bardziej klient jest opryskliwy, ja staje się bardziej uprzejma. W 80% przypadkach sytuacja się odwraca na moja korzyść.  Jeśli JA nie dam mu pozwolenia na wyprowadzenie siebie z równowagi, on tego nie może  zrobić.

Zazwyczaj jest tak, że moje uprzejme zachowanie uspakaja klientów i potem oni rewanżują się tak samo miłą rozmową- i to już zawsze kiedy przyjdą do mnie.

Są i tacy u których agresja rośnie. Jeśli tylko ktoś Cię obrazi, nie pozwól mu na to. Zagroź procesem o zniesławienie i dzwoń po ochronę. Bądź stanowczy i opanowany. Panuj nad każdym wypowiedzianym słowem. Tacy ludzie szukają ofiary, którą będą mogli pomiatać.  Twoja ostra, ale nienaganna reakcja powoduje ich zaskoczenie i natychmiastowy odwet.

 

 

 

 

Ostatnio odwiedziłam duży sklep z odzieżą używaną, w nadziei na znalezienie stroju Spidermana dla młodego. Na całe szczęście sklep był tak duży, że nie dało się go przejrzeć w całości. Wtedy chyba zdąrzyła bym wydać cała kasę, którą posiadałam. Zawsze tak jest. Wchodzę tam w konkretnym celu, a wychodzę z całym koszykiem mniej lub bardziej potrzebnej odzieży.

Ale główny punkt programu dotyczył torebki Louis Vuitton. Wygrzebałam ją tam w wielkim koszu z torebkami.  No nie mogłam uwierzyć w to zdarzenie, więc zaraz zaczęłam szukać jakiś metek, wszywek, które potwierdzałyby jej oryginalność.Nic takiego nie znalazłam.   

Zaczęłam wątpić czy znajdę jakieś oznaki oryginalności w tej torebce. Na samym początku od razu chciałam ją kupić, lecz po dłuższej chwili przyszło mi do głowy, że jeśli to jest podróba, to nie chce w takiej chodzić.

Skoro więc nie mam pewności,najlepiej będzie jak jej nie kupię. Bo jak już będzie u mnie w szafie to na bank zacznę jej używać.

Sama pracując z drogą, markową odzieżą, jestem w stanie odróżnić oryginał od odróbki jednym lookiem.

Najbardziej jednak przerażają mnie sytuację, kiedy klient przychodzi do naszego sklepu i zaczyna się chwalić że kupił DOKŁADNIE taką samą kurtkę jak u nas, tylko że w Tuszynie pod Łodzią za połowę ceny. Jeden z nich nawet opowiadał że sprzedali mu ją jacyś handlarze w samochodzie w lesie.

O zgrozo!

Są też tacy klienci, którzy przychodzą w tych kurtach do sklepu, zakupionych na allegro, żeby się pochwalić. Sorry nie spotkałam żadnej oryginalnej kurtki Bognera na allegro - chyba że ktoś odsprzedaje używaną. A tacy klienci są w 100% przekonani, że mają markowy produkt. Czasem się zastanawiam, czy warto ich wyprowadzać z błędu, czy pozwolić im dalej żyć  w swoim przekonaniu o oryginalności.

 

No i jak ja miała kupić tą torebkę, nie mając gwarancji czy jest oryginalna???

 

Oczywiście zaraz po przyjściu do domu znalazłam fajna stronkę

http://5top.pl/jak-rozpoznac-orginalna-torebke-vuitton/

No ale torebki już nie było.

 


 



 

piątek, 24 stycznia 2014

Nie zauważyłam kiedy do nas weszła, od razu mnie zaczepiła. Powiedziała że chce kupić dres. Dałam jej klika propozycji. Od razu spodobały jej się te najpiękniejsze kaszmirowe.

Nic dziwnego nawet chodząc w nich po ulicy na co dzień wygląda się w nich świetnie. Była elegancką kobietą, więc wcale mnie to nie zdziwiło.

Przejęta  powiedziała, że potrzebuje dres do szpitala.  Widać było że jest zamożną osobą, więc pomyślałam że na pewno idzie do jakiejś prywatnej kliniki,  zrobiło mi się jej żal. Szpital nawet prywatny to zawsze szpital i kojarzy się z z cierpieniem.

Wprawdzie nie wyglądała na osobę załamaną a wręcz przeciwnie.

Poprosiła o większa bluzę. Po ubraniu była na nią za duża. Próbowałam jej wytłumaczyć, że w szpitalu musi wyglądać ładnie, żeby się lepiej poczuć, więc poco kupować za dużą bluzę.

Spojrzała na mnie oburzona i z wyższością powiedziała -  " proszę Pani ja idę do szpitala na powiększenie biustu i mam nadzieje, że po operacji ta bluza  będzie na mnie idealna"

Poczułam złość. Myślę, że Pani X trochę mnie wykorzystała. Najpierw chciała szczególnego traktowania żeby wzbudzić we mnie empatię.

Kiedy już otrzymała to co chciała, po prostu chciała mnie trochę zszokować i wywołać dyskomfort.

Pewno cały jej dzień obraca się wokół tego jak zrobić zamieszanie wokół własnej osoby. Tak jak w tamtej chwili. Bo ja nie uważam, że operacja biustu jest czymś złym, ale w tamtym momencie zaczęłam tak myśleć.

Nie zauważyłam, żeby Pani X  miała bardzo mały biustu. Ona chciała go mieć wielki, dla siebie, dla męża, dla kochanka, nieważne. Najważniejsze jednak, że chwilowo da on jej szczęście, będzie zauważona.

A potem? Myślę że będzie miała na tyle czasu, żeby wymyślić kolejny plan, jak być znowu w centrum wszechświata.

 

 

 

czwartek, 23 stycznia 2014

 

Każdy człowiek choć średnio zmotywowany do życia posiada marzenia. Jedni mają je mniejsze, inni większe.

Ci mądrzy wiedzą, że marzenia nie powinny być z kosmosu, choć powinny być na tyle wygórowane, aby skłaniały nas do działania.

O czym najczęściej marzymy?

O pieniądzach oczywiście. Śmiem twierdzić, że marzymy o nich zawsze. Jako o środku do realizacji marzeń.

To za pieniądze, kiedy jesteśmy chorzy, możemy sobie pozwolić na drogie leczenie. A wtedy gdy nie ma ratunku, za pieniądze możemy zapewnić bezpieczeństwo rodzinie którą opuszczamy.

Za pieniądze możemy zwiedzić świat, kupić dom, jak i drogie gadżety. No właśnie, gadżety. Czasem wydaje nam się, że  mamy już tyle pieniędzy, że możemy śmiało zacząć je wydawać na upragnione telefony, zegarki, komputery, telewizory, systemu nagłośnienie, etc.

Ale z pieniędzmi tak to już jest, że jeśli ich nie szanujesz odchodzą od Ciebie. Czasem masz po prostu cholernego pecha w życiu i zdarzy się że źle zainwestujesz.

Lecz sama była świadkiem tego, iż ludzie którzy tracili fortunę wyniku złego zbiegu okoliczności, czy po prostu nietrafionych inwestycji-potrafili się wcześniej czy później odbić od dna.

Czemu tak jest? Bo tacy ludzie nie boją się ryzykować. A właśnie ryzyko to powszedni chleb w procesie bogacenia się. No i silna psycha oczywiście.

A co z tymi bogatymi, którzy nie szanują pieniędzy?

Widuje takich klientów. Przychodzą nagle, zakupują się w roleksach, widać na nich luksus. Kupują bez opamiętania.  Za jakiś czas przechodzą obok sklepu bez rolexów z reklamówką w ręku. Łatwo się domyślić co się stało. Zazwyczaj ich już nie widujemy, ale byli naszymi VIP'ami. Mieli swoje 5 minut.

Zdarzyła się też sytuacje, w którym klient z kolegami wchodzi do nas i domaga się rabatów. Licytuje się jak na targowisku, a potem w chwale odchodzi ze znajomymi i idzie postawić kumplom drinka i zostawia tam ....... dwie średnie krajowe.

Przecież ma co opijać, wynegocjował 300 zł rabatu!!!

Są to absurdy. Ale pozytywne absurdy. Bo najważniejsze żeby nakręcać gospodarkę i wydawać te pieniądze. Przecież dzięki temu ja mam pracę i jakoś się kręci. Więc przychodźcie do nas i dajcie spokój tym rabatom:-) 

 

 

 

 

sobota, 18 stycznia 2014

Weszła do nas cichutko i niepozornie. Była drobną blondynką.

Trudno było mi ja na początku schakteryzować, do momentu kiedy zobaczyłam na jej ręce cudną bransoletkę.

. Pięknie wyeksponowany Svarovski mienił się na jej drobnym przegubie tak, że trudno było od niego oderwać oczu.

Wiedziałam już, że przyszła żeby"dobrze się ubrać" Była bardzo uprzejma i z nieukrywaną chęcią zajęłam się jej obsługą.

Próbowałam wyszukać dla niej "perełki" w naszym sklepie w najmniejszym rozmiarze. A i to w kilku przypadkach było za duże. Wszystkie ubrania na niej nikły, nie było ich widać.

Ta przemiła kobieta przeglądała się w lustrze a ja widziałam tylko jej podkrążone oczy, wystające kości i słabe włosy, z którymi jak mniemam niewiele dało się zrobić.

Zastanawiałam się czemu się aż tak bardzo się nie akceptuje. Świadczyło o tym nawet to, że tak bardzo próbuje się przypodobać.

Co się z nią dzieje, kiedy trafi na mniej uprzejmą obsługę, która nie odwzajemni jej uśmiechu? Może nie wejdzie już do takiego sklepu a może po raz kolejny stwierdzi że jest za gruba.

Na mój uśmiech zawsze może liczyć ...

środa, 08 stycznia 2014
Sean Molin Photography / Foter.com / CC BY-NC-ND

Weszli razem i każdy z nich skierował się w inną część sklepu. Nie komunikowali się ze sobą w żaden werbalny czy niewerbalny sposób. Każde z nich weszło do osobnych przymierzalni.

On wyszedł i poprosił o inny rozmiar, rozebrał bluzkę i pokazał nagi tors.

Najpierw zobaczyłam rumieńce koleżanki. Rozejrzałam się i ujrzałam obraz doskonałości -  jego uroda i sylwetka poraziła i mnie.

Wtedy z przymierzalni wyszła jego żona. Trudno było nie zauważyć naszych "opadniętych szczęk".

On przymierzył nowy rozmiar, potem jeszcze inny. Nie odezwał się do żony wcale, stali obok siebie przed wielkim lustrem. Oboje przeglądali się w nowej odsłonie. On pytał się nas o opinie, ona – nie pamiętam. We wszystkim wyglądał bosko. W końcu podeszli do kasy.

On powiedział tylko- żona płaci. Zapłaciła. Wyszli. Niesmak został.

poniedziałek, 06 stycznia 2014
HAMED MASOUMI / Foter.com / CC BY-NC-ND

Czemu chcę pisać w swoim blogu o modzie i wizerunku?

Dlatego że nasz wizerunek stanowi jeden z ważniejszych aspektów naszego życia. Od naszego wyglądu zależy to, jak postrzegają nas inni i jak nas będą oceniać i traktować.

 

Większość ekspertów dowodzi, że pierwsze 4 sekundy decydują o tym jak będziemy postrzegani. Dopiero później do oceny wkracza mowa ciała a następnie to co mamy do powiedzenia. Ocena na podstawie wyglądu odbywa się w naszej podświadomości. Nasza podświadomość wyłapuje wszystko, co dla niej ważne, każdy detal -zegarek, biżuterię, makijaż, broszkę, paznokcie, dłonie, buty, torebkę.

 

Sama tak robię, jeśli do butiku wchodzi klient, dokonuje jego oceny .Robię to podświadomie. W głowie mam już ułożone, co mam mu zaproponować i jak zacząć rozmowę. Dodam, że tylko w około 20% przypadkach się mylę.

Czasem przychodzą klienci zaniedbani i niepozorni a kupują lekką ręką dużo luksusowych rzeczy. To oni powinni przeczytać ten artykuł!

Ja nie za bardzo rozumiem to zjawisko, bo jeśli już ktoś ma kasę na luksusowe ciuchy i faktycznie je kupuje, to jeśli nie ma zmysłu do ubierania się, powinien wynająć stylistę.

 

Co innego jeśli ktoś jest bogaty, ale nie lubi luksusowych ciuchów. Ok, nie ma sprawy, jeśli ich nie kupujesz nie musisz wyglądać.

 

W całym tym procesie wstępnej "oceny" nie ma nic ze sprawiedliwości. Ale kiedy znamy już zasady gry możemy się ich nauczyć.

Czasem wyrabiamy sobie zdanie o osobie, z którą nigdy nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Wystarczy że widujemy ją często np. Na korytarzy w pracy.

Pamiętajmy więc o pierwszym wrażeniu, żeby go robić na wszystkich nowo poznanych osobach, bo bardzo trudno jest go później zmienić.

niedziela, 05 stycznia 2014
Sand Creation / Foter.com / CC BY-NC-SA

Motywacja wg wikipedii to stan gotowości istoty rozumnej do podjęcia określonego działania, to wzbudzony potrzebą zespół procesów psychicznych i fizjologicznych określający podłoże zachowań i ich zmian.

 

Stan gotowości, no tak, czy można go osiągnąć wtedy kiedy tylko chcemy?

Moim zdaniem motywacja jest uzależniona od wielu czynników, przede wszystkim od naszej obecnej sytuacji. Jeśli jest nam w "miarę dobrze", (nawet kiedy wydaje nam się wręcz odwrotnie) nasza motywacja nie jest wystarczająca silna do podjęcie działania.


Jeśli macie wygodne mieszkanko, w miarę ustabilizowane życie osobiste, jakiś przychód i chcecie coś zmienić to właśnie jest to najtrudniejsza sytuacja aby się zmotywować. Wszyscy dobrze wiemy, że spektakularne rzeczy były dokonywane przez ludzi w najbardziej krytycznych momentach ich życia, wtedy kiedy nie mieli nic do stracenia.


Nie życzę Wam takich sytuacji w życiu.


Na całe szczęście można sobie pomóc w motywacji w inny sposób.


Wracałam kiedyś w nocy do domu z facetem, który odniósł bardzo duży sukces w branży mlm, bardzo pogodny człowiek, który wracał ze spotkania na które przebył 300 km tylko po to aby spotkać się z ludźmi, którzy go olali i nie przyszli.

Facet był mega zmęczony, ale nie narzekał. Uśmiechnięty i chętny do rozmowy. Znam go prywatnie i wiem że do końca życia nie musiałby już pracować ani jednego dnia, żeby opływać w luksusie.


Zapytałam się go, co mu pomaga w tym, żeby ciągle być takim zdeterminowanym. Powiedział że widok ludzi którym pomaga i literatura. Nie ma tygodnia żeby nie przeczytał jakiejś pozycji z literatury motywacyjnej. Do niektórych pozycji wraca po kilka razy.

Nie wypytałam się go o konkretne pozycje, ale zrobię to przy nastepnej okazji. Sposób jego wypowiadania sie wskazywał na znajomość literatury. Na pewno rzucę Wam na blogu listę tych pozycji


. Moje ulubione i w zasadzie jedyne czytane pozycje to:

1. "Potęga podświadomości" – Joseph Murphy

2. "Secret"- Rhonda Byrne

3. "Odrodzenie Feniksa" - Nikodem Marszałek

4. "Ponad szczytem" - Zig Ziglar

5. "Bogaty ojciec, Biedny ojciec" Robert Kiyosaki

Czemu warto wracać do tego typu literatury? Dlatego że uczą one innego myślenia od tego które mamy zakorzenione w sobie.


Jako dziecko moja mama śpiewała mi jedną zwrotkę kołysanki "Kotki dwa". Kiedy ja chciałam śpiewać ją mojemu dziecku postanowiłam zajrzeć do internetu i sprawdzić poprawność tekstu, który śpiewała mi moja mama. Oczywiście tekst był błędny, wiec nauczyłam się poprawnego a oprócz tego dodatkowych dwóch zwrotek. Kiedy zaczynałam je na początku śpiewać mojemu dziecku skupiałam się na tekście. A potem zauważyłam, że kiedy tylko przestaje się na nim skupiać, albo zwyczajnie zamyślam się podczas śpiewania, zawsze zaczynam śpiewać niepoprawną wersję mojej mamy. Jest ona tak głęboko zakorzeniona we mnie.


Tak samo jest z naszymi zakorzenionymi przekonaniami, które nabywamy przez całe życie. Trzeba wysiłku aby je zmienić a potem mocnej konsekwencji, żeby o nich nie zapomnieć. Dlatego tak ważne jest aby wracać do tej literatury. Żeby przypominać sobie o tym, co nas motywuje, aby osiągnąć wyznaczone cele.

piątek, 03 stycznia 2014
enigmabadger / Foter.com / CC BY-NC-ND

W jakiejkolwiek korporacji byś nie pracował wszystko zależy od tego z kim się pobratasz.

Najczęściej od tego zależy, niestety jak daleko dojdziesz i czy w ogóle.

Sztuka kolegowania się z kim trzeba wymaga wiele wysiłku i zaangażowania. Nie ukrywam że sama też tego próbowałam, ale tutaj ciągle trzeba mieć rękę na pulsie. Na dłuższą metę jest to męczące, zwłaszcza z biegiem czasu i lat.Więc im jestem starsza, odpuszczam najszybciej jak się tylko da.

Ja powolutku i konsekwentnie i tak dopnę swego.

Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie przyjaciółka żeby się wyżalić. Mówi: - "słuchaj Kaśka, byłam wytypowana do awansu na stanowisko Dyrektora i nic z tego. Jestem kojarzona z moją dawną szefową a ona jest spalona, więc jak również. Nic nie da się zrobić".

Staż pracy, umiejętności, to nie ma znaczenia. Najważniejsza jest polityka wewnętrzna korporacji. Kto wygrywa więc w tym wyścigu szczurów?

Dwa typy osób.

Pierwszy te taki co "po trupach musi dojść do celu". Nie obchodzi ich ile przy tym spalą mostów, zranią osób iaki smród za sobą zostawią. Najważniejszy jest cel, zazwyczaj jest nim kasa, prestiż i władza. Uważajcie na nich i nie wchodźcie z  nimi w układy.

Drugi typ osób,to takie które "robią swoje". To osoby, które perfekcyjnie panują nad swoimi emocjami. Zawsze wiedzą jak się zachować i co powiedzieć nawet w sytuacji mega wielkiego stresu. Nigdy nie dają się sprowokować i są wyjątkowo zmotywowane. To osoby, które nawet w beznadziejnych sytuacjach potrafią znaleźć sens i dalej robią swoje.

Co dla nich jest najważniejsze? Oczywiście też pieniądze, ale w tym przypadku są one przeznaczone na rodzinę, podróże, zabezpieczenie na starość czy inne mniej prestiżowe cele.

 

A jeśli chodzi o umiejętności? Oba typy je mają mniejsze lub większe, ale trzeba pamiętać o jednym-nie ma ludzi niezastąpionych. Święta prawda. Wiedzę zawsze można nabyć, jeśli jesteś dość ambitny i zdolny. Tylko te dwa typu mają szanse dojść na szczyt korporacyjny.

 

 

czwartek, 02 stycznia 2014

Chyba największą rewolucją w modzie było odejście od obcisłych gorsetów. Zawdzięczamy to oczywiście Coco Chanel i nikt już nawet nie próbuje powrotu do nich, chyba że jako element ozdobny.

Mogłoby się wydawać, że w modzie dozwolone jest już wszystko. Każda długość, każdy fason.

Ostatnie miesiące pokazują jednak coś innego. Otóż synonim tego co uchodziło za mega obciachowe wchodzi na salony. Mam na myśli dresy.


 Coraz więcej celebrytów pojawia się na codzień a nawet na imprezach w  dresach. Co bardziej kontrowersyjne gwiazdy potrafią połączyć nawet spodnie z dresu ze szpilkami. 

Coraz więcej marek pojawia się na rynku szyjąc wygodne bawełniane ciuchy np.Insomnia, Jo.Mu Clothes, Risk.made in Warsaw, i coraz bardziej popularne stają się marki, które do tej pory to oferowały np. Deha.

Ostatnio w Newsweeku pojawił się artykuł o modzie dresowej, gdzie napisano "I to właśnie kolejna prozaiczna przyczyna mody na dres. Zaprojektowanie dopasowanej koszuli z jedwabiu czy marynarki z wełny wymaga wiedzy niemal inżynieryjnej. O wiele łatwiej uszyć obszerną tunikę czy spodnie na gumkę z rozciągliwej bawełny, do tego umiejętności krawieckie i precyzja właściwie nie są potrzebne. A że spora część projektantów szyć najzwyczajniej nie umie, są na dres wręcz skazani. Przekonują więc wszystkich, że jest niezwykle modny i warto go mieć. "

Podaje link do artykułu dla zainteresowanych: http://stylzycia.newsweek.onet.pl/dres-nowi-dresiarze-modne-dresy-newsweek-pl,artykuly,277981,1.html

Moje zdanie jest inne. Po prostu coraz bardziej cenimy sobie komfort i coraz mniej przejmujemy się tym "co powiedzą o nas inni". Dlatego pozwalamy sobie na niedzielny spacer ubrać dres a nie obcisłą i niewygodną sukienkę. Pozwalamy sobie ubrać dres na zakupy, gdzie jeszcze niedawno żeby wyjść musieliśmy się wystroić.


Myślę, że ubieramy dresy po to, żeby było nam wygodnie, bez żadnej ideologii. Bo mamy w nosie co powiedzą o nas inni, a czasem lubimy nawet wprowadzić jakiś element prowokacji w naszym wyglądzie. Udowadniamy, że nawet na luzie możemy wyglądać ładnie i sexy.


To zdrowy trend, który i mnie służy, choć czasem muszę przełamywać opory.

Ale musimy pamiętać, że w dresach nie wszyscy dobrze wyglądają. Łatwo sprawić wrażenie osoby zaniedbanej. Dlatego jeśli ubierasz dresy nie po domu pamiętaj, aby o siebie zadbać. Poszukaj eleganckich kaszmirowych dresów, postaraj się o dresy o nie tradycyjnych fasonach. Tak jak w każdym innym przypadku, poszukaj perełki, które nadadzą Ci wyjątkowego looku. No i pamiętaj że możesz je nosić tylko w odpowiednich okolicznościach. Na pewno nie do pracy, nie na randkę, nie na spotkanie służbowe.

 

Tam lepiej zachować mniej luzu.